Pamiętam czasy jako au-pair, gdy mogłam pojechać właściwie ..... gdziekolwiek. Miała nawet być słoneczna Kalifornia, Malibu, tamtejsze plaże, góry i woda w zasięgu ręki (szkoda, że mi nikt nie powiedział wtedy o florydzkiej wilgotności :D). Podobała mi się wolność, że mogłam przeprowadzić się, gdzie chciałam.
Tyle jednak ważnych rzeczy wydarzyło się w miejscu, które wybrałam (np. to, że mój Brat spotkał Kobietę Życia i teraz spodziewają się potomka!), że ciężko myśleć nawet, co by było gdyby. Ano! Gdyby babcia miała wąsy, toby dziadkiem była, prawda?
Na razie aż tak wielkiej wolności, jeśli chodzi o przeprowadzkę, nie mamy, ale czas zastanowić się, gdzie będziemy mieszkać po Orlando. Na razie padło na St. Pete/Clearwater.
Wiem, jak to dziwnie brzmi, ale ja to po prostu lubię :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz