wtorek, 9 czerwca 2015

9.6. vol 2



Na kilka miesięcy przed weselem wpadliśmy na szalony pomysł, aby zatańczyć walca. Wydawało się to kompletnie zwariowane, bo ani ja, ani P. nie grzeszymy, jeśli chodzi o koordynację ruchową w tańcu. Ale się uparliśmy (ja się uparłam).
Będąc jeszcze po drugiej stronie globu zmuszałam P. (dosłownie), żeby poćwiczyć jakieś kroki znalezione na youtube, ale wychodziło to tragicznie głównie z tego względu, że jestem total control freak :D

Gdy byliśmy już w Leżajsku na miesiąc przed ślubem, wzięliśmy kilka lekcji w Łańcucie od bardzo fajnej dziewczyny - Moniki, która dobrała nam idealny utwór. Bardzo miło oboje wspominamy te lekcje.

Do pasa mieliśmy niemal pływać w chmurach, ale dym nie był na tyle gęsty, aby zakryć nasze kroki. Podczas tańca chyba nadepnęłam P. na stopę. Pachy ogolone, ale po ceremonii w kościele być może było czuć ode mnie "stres" :)

To zdjęcie lubię nie z tego powodu, że jesteśmy na głównym planie, a moja sukienka fajnie wygląda :P Za nami, oprócz mojej Kochanej Babci i innych członków naszych Rodzin, stoją nasi Rodzice: radośni, szczęśliwi, pewnie myślący " no wreszcie!!" i pewnie zdziwieni, że tańczymy w rytm melodii :). Mamy mają ręce złożone w identyczny sposób i z błogim uśmiechem patrzą w naszą stronę. Cieszę się, że cała czwórka mogła być świadkiem tego, na co tyle czekaliśmy.

1 komentarz: