piątek, 15 maja 2015

wtorek


Paweł kończy smażenie kotletów sojowych; ryż prawie ugotowany. Na stole kilka gotowych pojemników: owoce, wypasiona kanapka (robię fantastyczne kanapki przyznam nieskromnie) wafle ryżowe z masłem orzechowym, małe marchewki, daktyle i orzechy. Zielona herbata. Może mi wystarczy?

Skreślam z listy zapakowane już klamoty; szczoteczka, mydło, notatnik. Check. Check. And check.
Idziemy razem do samochodu. Pakunki, jak na biwak: torba z jedzeniem zapakowana po brzegi; poduszka, coś do przykrycia, kilka rzeczy na zmianę.

"Do zobaczenia w czwartek" i buziak na drogę. Pierwszy raz rozstajemy się na noc od 2.5 roku. Nie jadę na biwak. Tak będzie wyglądał każdy wtorek przez następne kilkanaście tygodni.

2 komentarze:

  1. Co do wcześniejszej notki, dodawaj wpisy kiedy masz ochotę, bez presji, w końcu blogi prowadzi się dla przyjemności.

    Słabo z tymi wtorkami, ale na pewno te kilkanaście tygodni migiem zleci:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz rację, ale 6 miesięcy bez pisania to trochę przesada :)

    OdpowiedzUsuń