czwartek, 13 listopada 2014

Jacuś c.d.


Odkąd okazało się, że Jacek jest dziewczyną, nazywamy go też czasem Pamela (jesteśmy fanami The Office:), ale często kot jest po prostu Kotem.
Co się wydarzyło po tym, jak zdecydowaliśmy się, aby ją zatrzymać? Ano się wydarzyło.

Od początku:
Jakieś dwa miesiące temu dowiedziałam się, że jeden z moich przełożonych ma psa moich marzeń. Jest to 4-letni Golden Retriever. Od razu zażartowałam, że może mi go pożyczyć, bo uwielbiam duże psy i z racji, że planujemy takiego zaadoptować, będzie to swego rodzaju trening. Tak się fajnie złożyło, że niedługo wyjeżdzał z rodziną na kilka dni i nie mógł wziąć psa ze sobą. W taki sposób miałam zaklepanego psiaka na cały tydzień. Gdy potem pojawił się Kot obawiałam się, jak ten dzikus zareaguje na takiego wielkiego psa. Mój Brat z Galiną zaproponowali, żebyśmy przywieźli kota do nich (ich małych rozmiarów Tyson uwielbia koty). Przyjęlismy zaproszenie z ulgą. Następne jednak dni były trochę koszmarne. Przeżywałam to wszystko chyba bardziej, jak kot. Nawet nie potrafię wytłumaczyć dlaczego; zawsze byłam super-ultra wrażliwa na punkcie zwierzaków. Telepie mnie nawet na sam widok rybek w małych słoikach w sklepach zoologicznych. Nie mogę znieść tego, gdy jakimkolwiek zwierzakom dzieje się choćby najmniejsza krzywda. A w tej sytuacji stres spowodowałam ja :/

Próbowaliśmy oswoić Pamelę z Tysonem i czasem było lepiej, czasem gorzej. Kot, gdy byliśmy w pobliżu, czuł się pewnie, podchodził do psa i bezczelnie uderzał go łapą. Innym razem przez kilka godzin siedział pod kanapą. Wyglądało jednak na to, że po jakimś czasie przyzwyczają się do siebie. Z daleka się tolerowały, choć Tyson koniecznie chciał się bawic z Kotem :)
Po dwóch dniach musieliśmy wracać; kot miał zostać.

Na drugi dzień rano dostałam telefon od mojego Brata. Kot osikał kanapę, legowisko psa, okupał też wymienione miejsca. Nasikał też do buta mojego Brata. Nic nie zjadł i siedział wystraszony pod kanapą. W ciągu kilku minut zebraliśmy się i byliśmy w drodze po kota (nie jest to wyprawa na drugi koniec miasta, niestety). Kot w aucie tak się do mnie tulił, że łzy dosłownie kapały mi po brodzie. Strasznie było mi żal obu zwierzaków, że musiały przejść taki stresior. Wiem, głupiutka jestem.


Po powrocie do naszej nory, z wystraszonego kociaka zrobił się normalny kot, którego znaliśmy przez te kilka dni wcześniej. Zwrot o 180 stopni; nie mogłam w to uwierzyć.
Gdy kilka dni później przyszedł do nas Bug (golden) stwierdziliśmy, że nie ma sensu stresować kota i ten będzie u nas w pokoju, a pies będzie miał do dyspozycji resztę mieszkania. Przez tydzień spaliśmy osobno, bo pies wiszczał, jak opętany, gdy zostawał sam :) A ja nie chciałam zostawiać kota samego :)
Wszyscy jednak przeżyli. Po kilku dniach kot sam zaczął wyglądać zza drzwi, żeby zobaczyć tę wielką włochatą kulę, która nas odwiedziła. Bug jest z rodzaju tych psów, które wolą koty od innych psiaków. Jednak Pamela to jest straszna sucz, że tak powiem :) Tak się wycwaniła, że jak tylko pies podchodził pod jej drzwi, to ta chciała go walnąć łapą. Małpiczka jedna :)

Do żadnego starcia między zwierzakami nie doszło. Uff :)
A o psie będzie więcej, bo oj, co to był za tydzień!

 Niżej "kilka" zdjęć z naszej nory; koci świat.


Paweł? He is my favorite! Mraaauuuuu!









































Jeden z najfajniejszych momentów powyżej na zdjęciu. Kot wpakował się na mnie, ułożył się wygodnie, łapki do góry i śpi :)




























Kot sadzi czasem niesamowicie dławiące bąki. Do tego, zawsze pakuje się nam na kolana, gdy więcej uwagi poświęcamy komputerowi. Po tych słodziachnych zdjęciach proszę sobie wyobrazić okupany koc u mojego Brata, zasikane psie łóżko, z którego dosłownie kapało i kawałek kupy na ścianie (mój Brat podniósł koc, bo "coś śmierdziało" i kawałek gówienka przykleiło się do ściany. Dobrze, że teraz się z tego śmiejemy :)

9 komentarzy:

  1. niestety zapoznawanie zwierzaków rzadko przebiega gładko, ale zwykle z czasem zaczynają się lubić albo chociaż tolerować;)

    my na początku myśleliśmy, że Kaspian jest dziewczyną;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe :)
      A od razu polubił się z dwoma innymi psami?

      Gdzieś w głębi wyobrażałam sobie taki obrazek, gdzie kot śpi na psie i jedzą z tej samej miski :) Może kiedyś :)
      Jak będziemy mieć swojego psa to na pewno więcej czasu poświęcimy na zapoznanie.
      Mój szef, który ma Bug'a miał wcześniej dwa koty i mówił, że koty przyzwyczaiły się do niego po ok. tygodniu. Potem podchodziły do niego, jak spał i trącały go łapą :)))

      P.S. Kurcze, Twoje urodziny chyba minęły, tak? W październiku?

      Usuń
  2. z Rafim od razu, Tajgi nieprędko go zaakceptował

    tak, na początku października, 26:D

    OdpowiedzUsuń
  3. masz instagram? bo może jestem ślepa, ale na blogu nie widzę, jakby co podaję mój - mrsfoxfairytales

    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam insta. Peenie bym go zaniedbala, jak bloga :). A Twojego nie moge znalezc :/

      Usuń
  4. wszystkie drinki mają wtedy stałą cenę, z tego co pamiętam zwykle 10-11 euro więc cena drinka wychodzi czasem z 1-2euro więcej, nie wiem jak im się to opłaca, ale właśnie z happy hours słynie Mediolan, a jedzenie jest świeże i pyszne (przynajmniej w polecanych w necie lokalach)

    a co do insta bezposredni link:
    https://instagram.com/mrsfoxfairytales/

    instagram jest właśnie fajny bo można zaniedbywać do woli i wrzucać coś kiedy tylko najdzie chęć, a wrzucenie zdjęcia z telefonu zajmuje parę sekund
    długi czas nie byłam przekonana, ale odkąd odkryłam tam masę profili z cudnym zdjęciami, które codziennie mnie inspirują zmieniłam zdanie:)

    OdpowiedzUsuń
  5. wszystkie drinki mają wtedy stałą cenę, z tego co pamiętam zwykle 10-11 euro więc cena drinka wychodzi czasem z 1-2euro więcej, nie wiem jak im się to opłaca, ale właśnie z happy hours słynie Mediolan, a jedzenie jest świeże i pyszne (przynajmniej w polecanych w necie lokalach)

    a co do insta tu jest bezpośredni link https://instagram.com/mrsfoxfairytales/

    akurat instagram jest pod tym względem dobry, można zaniedbywać do woli i wrzucić coś gdy ma się ochotę, a wrzucenie zdjęcia z telefonu zajmuje kilka sekund
    długo nie byłam przekonana, ale odkryłam tam pełno profili z pięknymi zdjęciami, które mnie codziennie inspirują i zmieniłam zdanie

    OdpowiedzUsuń
  6. oj ewidentnie mam jakiś problem z dodawaniem komentarzy dzisiaj;p

    OdpowiedzUsuń