niedziela, 21 września 2014

problem na wielką skalę


Ostatnio widziałam się z koleżanką, którą znam ponad 10 lat. Poznałyśmy się przez jej męża, który po tym, jak powiedziałam, że jestem Polką wręczył mi numer telefonu M. i powiedział, że ona też jest z Polski. Gdzieś mam tę zmiętą karteczkę, od której zaczęła się pierwsza przyjaźń po amerykańskiej stronie.

Znamy się dość dobrze; zaliczyłyśmy dziesiątki kilometrów spacerów po plaży rozmawiając o ważnych lub mniej ważnych sprawach, wspierałyśmy się w cięższych sytuacjach, cieszyłyśmy się sukcesami i pocieszałyśmy się po porażkach. M. jest dla mnie bardzo ważna, bo przez tyle lat na obczyźnie i po tylu poznanych ludziach tutaj tylko z nią utrzymuję regularny kontakt. Tak regularny, że gdy jedna nie napisze smsa przez kilka dni, to druga na pewno wyśle "czopek, wszystko w porządku?" Bardzo się różnimy, ale jest też kilka cech, które nas łączy. To dzięki niej zapaliła mi się lampka w głowie ładnych pare lat temu, gdy M. była w ciąży z pierwszym dzidziusiem. Pozbyła się większości kosmetyków i środków czyszczących, bo gdzieś przczytała, że są w niektórych zawarte substancje, które mogą szkodzić zdrowiu i płodowi. Byłam wtedy bardzo naiwna i ciężko było mi w to uwierzyć. Wiedziałam na ten temat całe NIC. Z czasem zaczęłam o tym czytać, aż w końcu stało się to moją pasją obsesją. Nigdy nie kupuję niczego w ciemno i zawsze sprawdzam składniki na butelkach szamponów, mydeł (zwykle na ewg.org/skindeep dla zainteresowanych) i wszelkich produktach spożywczych.

M. jest teraz mamą dwóch prześlicznych dzieciaczków lat 7 (dziewczynka) i 4 (chłopczyk). Jej dziatwa jest nie tyle urocza, co zdrowa, energiczna, bystra i jak na dwyjęzyczną rodzinę przystało - mówi dwoma językami. Podczas ostatniej naszej rozmowy M. wspomniała o kontrolnej wizycie u lekarza, który zalecił, aby M. dawała Swojej córce lody na kolacje, żeby mała przybrała na wadze (M. i jej mama obie mają urodę wysokich i szczupłych, o co lekarz pewnie nawet nie raczył zapytać).

Ręcę mi opadły. A później opadła mi szczęka, gdy M dodała, że ktoś chciał nanieść na nią, że jej dzieci są za chude i pewnie M. o nie nie dba.



W kraju, gdzie wiele dzieci na śniadanie, obiad czy kolację je hamburgera, frytki i pije colę, ktoś chce nanieść na drugą osobę dlatego, że jej dzieci odstają od "normy". Jaka to norma skoro 23 MILIONY dzieci i młodzieży ma nadwagę lub są otyłe? 






Często, gdy idziemy do sklepu aż ciężko odwrócić wzrok od wózków ludzi, którzy po brzegi upychają je pudełkami z gotowym jedzeniem, które należy "przyrządzić" w mikrofalówce. Do tych wózków uczepione są dzieci, które już otwierają paczkę czipsów albo ukradkiem wrzucają do wózka kolejnego batona. Myślę sobie, czy gdyby rodzice choć na jednym pudełku przeczytali skład, to czy byliby tacy chętni, aby podać to dzieciom.
zdjęcia z Google
Zdaję sobie sprawę, że ludzie muszą pracować, aby utrzymać rodzinę, a potem już mało czasu zostaje na to, aby ugotować coś z prawdziwych, świeżych produktów. Myślę jednak, że warto poświęcić się i czas spędzony przed telewizorem lub komputerem wykorzystać na przygotowanie czegoś, co nie było zakupione w kartonie i nie ma dawki soli czy cukru, która jest 3 razy większa od dziennego zapotrzebowania.
Kiedyś odkryłam bloga, którego przez kilka tygodni czytałam z zapartym tchem. Autorka, matka kilkorga dzieci, miała w swojej spiżarni fantastyczny system. Od podłogi do sufitu piętrzyły się półki wypełnione przeróżnymi produktami. Były tam też specjalne pojemniki na puszki: po wzięciu jednej wszystko przesuwało sie do przodu. Z zachwytem czytałam, jak ta kobieta przy małym budżecie karmi tak dużą rodzinę. Była zagorzałą zbieraczką kuponów (o Extreme Couponing kręcą też programy) i twierdziła, że przez nie można bardzo dużo zaoszczędzić. Opowiedziałam o tym P. i przez następne kilka dni zebraliśmy kupony do różnych sklepów (są dostarczane do każdej skrzynki). Gdy przyszło co do czego, w tych kuponach nie było nic, co już kupowaliśmy i na co mieliśmy ochotę. Po co mi zniżka na czwartą paczkę krakersów, skoro NIGDY ich nie kupujemy? Na co mi 10 puszek fasoli za cenę 3 skoro większość firm używa pojemników zawierających BPA? I na co mi kola czy inny syf (nawet, jeśli wychodzi, że dostaje to za darmo) skoro ma to w sobie MASĘ cukru i wcale nie gasi pragnienia?

Ani razu nie wykorzystaliśmy kuponów, bo takowych nie ma na warzywa i owoce. Szkoda, bo powinno być odwrotnie. Nie czytam już powyższego bloga, za to lubuję się w momentach, gdy trafiam na czyjeś notatki i widzę zdjęcia dań z kuchni, gdzie przeważają świeże warzywa i owoce, dobrej jakości mięso i zielenina. Z ulgą oddycham wtedy, że może koniec ludzkości jeszcze nie nadejdzie, bo są ludzie, którym zależy, aby zdrowo jeść.

Czy czasem zdarza mi się schrupać czipsy? Tak. Czy jemy słodycze? TAK, pyszną czekoladę mamy niemal zawsze w domu! Czy te rzeczy zastępują nam normalne posiłki? A czy samochód pojedzie na benzynie o złej jakości? Pojedzie! - ale jak długo i czy po drodze nie będzie miał problemów, aż w końcu padnie?

Żyjemy w szybkim świecie, gdzie chcemy sobie wszystko ułatwiać. Jestem jak najbardziej za tym, aby mieć więcej czasu dla siebie i dla bliskich, ale czy musi na tym ucierpieć nasze zdrowie? Na koniec podaję link do krótkiej prezentacji pt. Sugar - the elephant in the kitchen na TED Talks.

4 komentarze:

  1. mi też szczęka opadła...

    a co do odżywiania, to od paru miesięcy staram się jeść naprawdę zdrowo i w sklepie mam problem z zakupami, poza działem z warzywami i owocami tylko nieliczne produkty nadają się według mnie do spożycia:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutne to, prawda? Czemu trudniej (i często drożej) jest normalnie i zdrowo jeść? Czemu o takie rzeczy trzeba sie dodatkowo starać, a wszystko to, co niezdrowe jest tanie, jak barszcz i na wyciągnięcie ręki? Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę :)
      Lubię Twoje zdjęcia z jedzeniem, bo wyglądają zawsze soczyście, zdrowo i pomysłowo. Jak masz jakieś fajne i łatwe przepisy to chętnie zobaczę. U nas to są czesto spontany spożywcze, czyli to, co w lodówce, mieszamy razem i jemy :D

      Usuń
  2. u nas podobnie, coraz odmienia nam się to, co akurat lubimy najbardziej jeść, teraz nr 1 to sałatki, naleśniki z ciemnej mąki + mleko kokosowe i jagody, kurczak curry w mleku kokosowym z warzywami albo leczo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mniam, wszystko brzmi pysznie!! Zwłaszcza leczo!! Zrobiłaś mi też smaka na naleśniki. Ja ostatnio zajadam się makaronami z warzywami. P. juz przeszło; dziś powiedział, że ma dość i do pracy wziął kanapkę :)

      Usuń