Od kilku lat jestem mamą pięciu kwiatków. W ostatnie Boże Narodzenie dołączyło do nas małe drzewko - sosna pinia. W zimie kwiatki trzymaliśmy czasem w domu, bo temperatury w nocy dawały im trochę w kość. Po jakimś jednak czasie zaczęły nam dokuczać muszki, które latały do kwiatków i gdy tylko zrobiło się ciut cieplej, rośliny wylądowały na balkonie; oprócz jednego. Kolorowego krotona zostawiłam w jednym pokoju i tam sobie egzystował w ciągu kilku ostatnich miesięcy.
Wyglądał na zdrowego; jego liście trochę pociemniały i już nie były czerwono-zielono-żółte. Wyglądał na takie dorosłe dziecko: niby małe i beztroskie, a poważne.
Drugi kwiatek, skrzydłokwiat, zaczął sprawiać problemy już 2 lata temu: w ogóle nie chciał na wiosnę kwitnąć. Jego niektóre liście były suche, brązowe i co chwila trzeba je było odcinać. Nie widziałam żadnej choroby na nim, więc zastanawiałam się, co może być przyczyną, że tak marnie wygląda. Wystawiałam go do słonka, wynosiłam na trawnik, gdy na balkonie nie było wystarczająco dużo światła, podlewałam i wszystko to nie dawało dobrego rezultatu.
| obraz nędzy i rozpaczy |
Ostatnią rośliną, z którą mam prolemy to ta mała sosenka, która jest w połowie żywa lub w połowie martwa, jak kto na to patrzy. Niestety dopiero teraz będę miała czas się nią zająć i nie wiem, co z tego będzie. Od środka jest sucha, jej igły są brązowe i aż żal na nią patrzeć.
Kilka dni temu, po przeczytaniu artykułu o krotonach, wyniosłam mojego na balkon, gdzie kąpie się we florydzkim słońcu. Wygląda pięknie! Tak dumnie! Liście ma wyciągniete do góry, jakby chciał zagarnąć jak najwięcej promieni do siebie.
| Kroton w towarzystwie paprotki, której nie przeszkadza zupełnie nic. |
| Skrzydłokwiat => Piece Lily |
| Hello, little bud! |
Dwa piękne białe kwiaty! Nie mogę uwierzyć w to, że po ponad 2 latach ta roślina wreszcie dała mi taką radość, jak te dwa, śliczne kwiatuchy.
Sosenką mam zająć się wkrótce, tylko zupełnie nie wiem jak. Jeśli przesadzenie jej cokolwiek da, będę bardzo szczęśliwa. Zdaję sobie jednak sprawę, że może być już za późno.
Jeszcze kilka tygodni temu byłam tak, jak ta mała sosenka. Teraz, nieśmiało stwierdzam, że zmieniam się w krotona i czekam na dalsze transformacje.
Na koniec dwa ostatnie zdjęcia: w dachu wyrosła nam roślina - jest soczyście zielona. A obok zdechły karaluch (sam padł) - tak dla równowagi, żeby nie było za słodko :D
A żeby w ogóle zrobiło się dziwnie, to zapraszam do kuchennego galimatiasu po przepis na pizzę :D
źle mi po widoku karalucha:P
OdpowiedzUsuńmoje wszystkie mini 'choinki' kończyły jak Twoja sosenka, aż stawały się całkiem suche
inne kwiaty też padały nagle po jakimś czasie, ale czytałam, że to norma przy roślinach kupowanych - są tak hodowane by padły po paru miesiącach
Kurcze, czyli roślina nie przeżyje. Szkoda, bo ci, którzy kupują takie choinki chcą, żeby wytrwały do następnego roku. Ktoś wypatrzył w tym niezły interes :/
OdpowiedzUsuńhej hej, może jakiś nowy wpis?:)
OdpowiedzUsuńPrzydałoby się wreszcie! :) Niestety znów zepsuł mi się komputer; tym razem to chyba na dobre, a na małym ekranie telefonu czy innej technologicznej francy to żadna frajda.
Usuńtak, to makaroniki - wszędzie ich pełno, tylko te z laduree miały być 'och ach, najlepsze na świecie' stąd lekkie rozczarowanie;)
OdpowiedzUsuń