wtorek, 29 kwietnia 2014

rośliny mają głos


Od kilku lat jestem mamą pięciu kwiatków. W ostatnie Boże Narodzenie dołączyło do nas małe drzewko - sosna pinia. W zimie kwiatki trzymaliśmy czasem w domu, bo temperatury w nocy dawały im trochę w kość. Po jakimś jednak czasie zaczęły nam dokuczać muszki, które latały do kwiatków i gdy tylko zrobiło się ciut cieplej, rośliny wylądowały na balkonie; oprócz jednego. Kolorowego krotona zostawiłam w jednym pokoju i tam sobie egzystował w ciągu kilku ostatnich miesięcy.
Wyglądał na zdrowego; jego liście trochę pociemniały i już nie były czerwono-zielono-żółte. Wyglądał na takie dorosłe dziecko: niby małe i beztroskie, a poważne.
Drugi kwiatek, skrzydłokwiat, zaczął sprawiać problemy już 2 lata temu: w ogóle nie chciał na wiosnę kwitnąć. Jego niektóre liście były suche, brązowe i co chwila trzeba je było odcinać. Nie widziałam żadnej choroby na nim, więc zastanawiałam się, co może być przyczyną, że tak marnie wygląda. Wystawiałam go do słonka, wynosiłam na trawnik, gdy na balkonie nie było wystarczająco dużo światła, podlewałam i wszystko to nie dawało dobrego rezultatu.

obraz nędzy i rozpaczy


Ostatnią rośliną, z którą mam prolemy to ta mała sosenka, która jest w połowie żywa lub w połowie martwa, jak kto na to patrzy. Niestety dopiero teraz będę miała czas się nią zająć i nie wiem, co z tego będzie. Od środka jest sucha, jej igły są brązowe i aż żal na nią patrzeć.








Kilka dni temu, po przeczytaniu artykułu o krotonach, wyniosłam mojego na balkon, gdzie kąpie się we florydzkim słońcu. Wygląda pięknie! Tak dumnie! Liście ma wyciągniete do góry, jakby chciał zagarnąć jak najwięcej promieni do siebie.

Kroton w towarzystwie paprotki, której nie przeszkadza zupełnie nic.
Skrzydłokwiat, jak się niedawno dowiedziałam, nie cierpi bezpośredniego słońca. Brązowe ślady na jego liściach oznaczają niemalże poparzenie promieniami. Kilka tygodni temu odstawiłam go w bardziej zaciemniony kąt balkonu i 2 dni temu zobaczyłam na nim to:
Skrzydłokwiat => Piece Lily
Hello, little bud!

Dwa piękne białe kwiaty! Nie mogę uwierzyć w to, że po ponad 2 latach ta roślina wreszcie dała mi taką radość, jak te dwa, śliczne kwiatuchy.

Sosenką mam zająć się wkrótce, tylko zupełnie nie wiem jak. Jeśli przesadzenie jej cokolwiek da, będę bardzo szczęśliwa. Zdaję sobie jednak sprawę, że może być już za późno.

Patrząc na moje rośliny zobaczyłam w nich siebie. Pomyślałam sobie, że znaki można odczytywać w różnoraki sposób; każdy po swojemu. Dla niektórych roślin tak mała zmiana, jak przeniesie na balkon lub w cień dodała tchnienie nowego życia. Dla innych zmiana ziemi, doniczki i miejsca może nie przynieść żadnego skutku; może być już za późno. Czy w życiu warto czekać na to, żeby już było za późno? Czy lepiej przenieść się po prostu do innego "pokoju", gdy ma się w sobie jeszcze trochę energii i chęci do życia, żeby potem podbijać każdy dzień z rękami w górze, jak mój kroton?


Jeszcze kilka tygodni temu byłam tak, jak ta mała sosenka. Teraz, nieśmiało stwierdzam, że zmieniam się w krotona i czekam na dalsze transformacje. 



Na koniec dwa ostatnie zdjęcia: w dachu wyrosła nam roślina - jest soczyście zielona. A obok zdechły karaluch (sam padł) - tak dla równowagi, żeby nie było za słodko :D


A żeby w ogóle zrobiło się dziwnie, to zapraszam do kuchennego galimatiasu po przepis na pizzę :D

5 komentarzy:

  1. źle mi po widoku karalucha:P

    moje wszystkie mini 'choinki' kończyły jak Twoja sosenka, aż stawały się całkiem suche
    inne kwiaty też padały nagle po jakimś czasie, ale czytałam, że to norma przy roślinach kupowanych - są tak hodowane by padły po paru miesiącach

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze, czyli roślina nie przeżyje. Szkoda, bo ci, którzy kupują takie choinki chcą, żeby wytrwały do następnego roku. Ktoś wypatrzył w tym niezły interes :/

    OdpowiedzUsuń
  3. hej hej, może jakiś nowy wpis?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przydałoby się wreszcie! :) Niestety znów zepsuł mi się komputer; tym razem to chyba na dobre, a na małym ekranie telefonu czy innej technologicznej francy to żadna frajda.

      Usuń
  4. tak, to makaroniki - wszędzie ich pełno, tylko te z laduree miały być 'och ach, najlepsze na świecie' stąd lekkie rozczarowanie;)

    OdpowiedzUsuń