niedziela, 27 kwietnia 2014
o poranku
Wstawanie o 5 rano w soboty i niedziele (P. ma na 7 rano do pracy) ma swoje plusy. Mózg o tej porze jeszcze drzemie, więc możemy pogadać o fajnych sprawach, na które niekiedy nie ma czasu w ciągu dnia. Dziś jednak był inny plus: mogliśmy słuchać transmisji z Rzymu z kanonizacji dwóch papieży. Powiem Wam, że nie raz i nie dwa miałam gulę w gardle z radości i emocji mimo tak wczesnej godziny. Cięzko uwierzyć, że na początku kwietnia minęło 9 lat od pójścia Papieża do Nieba. Cały czas jednak czuję i mam wrażenie, że On wciąż z nami jest.
Bardzo często spotykam w pracy ludzi z przeróżnych stron świata, którzy na moją odpowiedź, że jestem z Polski wykrzykują:
- Poland! Walesa! John Paul II !! :)
Jeden pan opowiadał mi, że w latach 80-tych lub 90-tych był w zespole (jak na złość nie pamiętam ich nazwy!) grającym muzykę chrześcijańską i wyruszyli w trasę po Europie. Z wielką radością mówił, że sam Papież zaprosił ich do siebie i jedli z nim obiad! Stałam koło stolika faceta ze ściśniętym gardłem, ze łzami w oczach i słuchałam jego opowieści. Piękne historie!
⌛
13:14
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz