niedziela, 3 listopada 2013
pies
Jęczę od jakiegoś czasu do P., że chciałabym, abyśmy mieli psa. Pusto tak jakoś jest i czuję, że czegoś brakuje. P. zgadza się, kiwa głową, a ja w wolnych chwilach zaglądam na strony lokalnych schronisk, bo jak piesek, to tylko ze schroniska, a nie z puppy mill (wrażliwym radzę nie guglować nazwy, bo z jednej strony serce pęka, a z drugiej nóż otwiera się w kieszeni).
Kilka tygodni temu nad jeziorem w centrum Orlando był zjazd wielu schronisk, gdzie można było m.in. złożyć aplikację o adopcję. Zanim tam dojechaliśmy wstąpiliśmy do biura, gdzie wynajmujemy mieszkanie, które ogłasza się jako "pet friendly apartments". Sprawa ma się tak: aby mieć pupila do 13 kg trzeba zapłacić depozyt (który nie zostanie zwrócony) w wysokości $250. Jeśli zwierzę jest cięższe, to depozyt wynosci $500. Dodatkowo, co miesiąc za zwierzę należy płacić czynsz - $30 za małe, $50 za duże. It's a money friendly apartment complex, that's for sure ....
Po tych wiadomościach pojechaliśmy nad wyżej wspomniane jezioro. To był błąd.
Po kilku minutach chodzenia znaleźliśmy to, czego szukaliśmy: Golden Retriever Rescue of Mid Florida. Każdy pies jest ładny i kochany na swój sposób, ale te paszcze mnie szczególnie ujęły. Są tak rodzinne i przyjazne, że miałam ochotę położyć się obok jednego na trawniku i po prostu leżeć. Są też bardzo duże, co uwielbiam! Byłam tak zapatrzona, że nawet nie zrobiłam ani jednego zdjęcia. Rozmawialiśmy z panią, która jest wolontariuszką w tym schronisku; mówiliśmy, że chcielibyśmy być choć rodziną zastępczą dla jakiegoś psiaka, ale niestety ze względów finansowych na razie nie damy rady. Serce pęka, dosłownie. Odeszłam od ich namiotu ze łzami w oczach, a dokoła nas unosił się radosny jazgot i zapach świeżo rozdeptanych kup.
⌛
01:00
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Mnie tez sie lezka kreci w oku jak widze wszystkie stworzonka czekajace na dom :(
OdpowiedzUsuńAle ale...
Z artystycznego punktu widzenia, ostatnie zdanie w tym wpisie to mistrzostwo swiata. Brawo!
Racja, Ania. Jest masa zwierząt bez domu, ale ludzie kupują coraz to nowe szczeniaki. Za każdym razem, gdy widzę sklep z małymi pieskami mam ochotę zrobić rozrubę. To, w jaki sposób te psy się dostają do tych sklepów jest okropny. I za taką cenę!
UsuńDzięki :D
Koło mojej pracy jest wielkie pole, gdzie jeszcze nic nie wybudowali (ale mają w planach). Jest tam dużo kotów, które przychodzą pod restaurację za jedzeniem. Klienci je karmią; nam w sumie nie można, ale jak widzisz mamę-kotkę z 3, przecudownymi kociakami, to nie nakarmisz? POdrzucamy im więc to, co zostaje z talerzy. Mają pewnie masę chorób, ale są przeurocze. Pytałam babkę z jednego schroniska, czy nie mogliby po nie przyjechać. Powiedziała, że jak ktoś zadzwoni po schronisko, to je uśpią, bo takie miejsca są już przepełnione :(
UsuńMnie to wcale nie dziwi - jest masa reportazy gdzie wychodzi na jaw jak schroniska traktuja takie zwierzaki - usypiaja nawet te zdrowe.
UsuńDlatego jak nam sie okocila kotka to wykastrowalismy od razu, i malucha tez jak najszybciej - male kociaki sa slodkie ale im ich wiecej tym wiecej takich zostanie uspionych.
To jest bardzo przykre i nie staje po stronie tych, którzy je usypiają, ale jak im bezmyślni ludzie podrzucają masę zwierzaków, to po jakims czasie nie wiadomo, co z nimi robić :( Ale tak, jak mówisz, pewnie są miejsca, gdzie dzieje się to nie tylko dlatego, że jest ich tam dużo.
UsuńTutaj dużo schronisk ma kontakt z rodzinami zastępczymi (taką chcieliśmy być), bo wtedy zwierzaki są w czyimś domu, schronisko opłaca zastrzyki, opiekę medyczną itd., a jak znajdzie się rodzina, która chce zaadoptować zwierzę, to wtedy ta zastępcza je oddaje. To jest fajne wyjście z sytuacji, bo wtedy w schronisku dalej są miejsca dla innych zwierząt.
Słyszałam też o "no-kill shelters" i takie na pewno też w okolicy są.
Ludzie, którzy wyrzucają zwierzęta lub je maltretują, powinni zostać zamknięci w klatce z miską wody, sikać pod siebie i patrzeć na świat przez kraty. Nie mam przyjemności z tortur, ale oni powinni ponieść karę.
Ostatnio w Trójce słyszałam, jak w PL babka dała kolesiowi flaszkę wódki, żeby zmaltretował jej psa i go zabił. Odratowali go na szczęście, oboje dostali po kilka miesięcy aresztu i karę pieniężną i kilkuletni zakaz posiadania zwierząt. Ja bym im dała dożywotni zakaz i wyżej wspomnianą klatkę z podłogą z drutu kolczastego.
Jestem okrutna, ale oni nie są lepsi.
Zgadzam sie ze kary powinny buc bardziej surowe, ale tez uwazam ze kluczem do zredukowania skali problemu jest kastrowanie wszystkich zwierzakow, domowych i bezdomnych. W ciagu kilkunastu lat nie byloby nawet 10% tego cierpienia co teraz.
UsuńRacja, Ania. Pytałam tę kobietę ze schroniska, ile by kosztowało, żeby kilka kotów wykastrować; ok.40 dolców za każdego. Trochę dużo.
UsuńOd kilku dni nie widzę jednak ani jednego kociaka w pracy.
my naszego Kaspa znaleźliśmy ( a może raczej on znalazł nas) był w fatalnym stanie i miał tyle urazów i lęków, nie wiedział też do czego służą zabawki, ani, że psy jadają mięso... a jest to najkochańszy najsłodszy pies jakiego znam i nie wyobrażam sobie jakim trzeba było być człowiekiem by go krzywdzić...
OdpowiedzUsuńteraz za każdym razem rozpiera mnie radość gdy widzę jak się zmienił, zrobił ogromny postęp i patrzę na jego szczęśliwy pyszczek
mam nadzieję, że wkrótce będziecie mieć wspaniałego psiego towarzysza:)
To jest okropne! Ludzie są bez serca i w ogóle nie zdają sobie z pracy z tego, jak krzywdzą zwierzęta. Długo już go macie? Pamiętam, jak pisałaś, że przez jakiś czas szukaliście właściciela, ale nikt się nie zgłosił, tak? Jaki był pierwszy krok, jak go zobaczyliście? Wzięliście go do domu? Do weterynarza? Podziwiam takich ludzi, jak Ty i B. bo dwa takie duże psy, to duży obowiązek, ale macie większe serca!
UsuńW następnym roku, w sierpniu, kończy nam się umowa o mieszkanie, więc wtedy poszukamy czegoś, gdzie można mieć psa nie płacąc tyle.
niestety od pewnego czasu już tylko jeden, ukochany R. odszedł dość nagle przegrywając z chorobą.. wolę o tym nie pisać bo to wciąż cholernie bolesne..
OdpowiedzUsuńKaspa mamy chyba z 4 lata, nikt się nie zgłosił, ale to było oczywiste patrząc bliżej na jego stan i obserwując zachowanie, uciekł lub został wyrzucony, to była zimowa noc, bardzo silne mrozy, zaczął się bawić z Rafciem na spacerze i zorientowaliśmy się, że jest bez właściciela, przyniosłam mu trochę suchej karmy bo wydawał się wygłodzony, ale nie jadł jej (okazało się później, że nie znał takiego jedzenia tak jak mięsa.. tym co znał były natomiast ziemniaki i suchy chleb...) po powrocie powiedziałam Bartkowi żeby po niego poszedł i tak to się zaczęło, Bartka rodzice byli do tego źle nastawieni i bardzo naciskali żebyśmy go oddali, nawet znaleźli dla niego miejsce u kogoś (nieodpowiednie naszym zdaniem) ale oczywiście postawiliśmy na swoim i został (zresztą nie wyobrażaliśmy sobie by go oddać bo on się do szaleństwa przywiązał do nas dosłownie w kilka dni)
Strasznie mi przykro z powodu R. Nie miałam pojęcia :(((
OdpowiedzUsuńJak dobrze, że macie K! I cóż za piękna historia! Brawo za odwagę: większość ludzi boi się dużych psów. Cieszę się, że to dobrze się skończyło i że postawiliście na Swoim.
no właśnie niestety nic nie mieliśmy, zawsze zapominamy coś zabrać:/
OdpowiedzUsuńjakie to są dźwięki wiewiórkowe?;)