sobota, 5 października 2013

Uroki mieszkania na Florydzie


W poprzednim mieszkaniu, gdzie byłam rok nabawiłam się niezłego stresu i wszędzie widziałam karaluchy. Było ich więcej niż w każdym innym lokum do tej pory i strasznie mnie to denerwowało do tego stopnia, że często spałam przy zapalonym świetle, budziłam się w środku nocy ze snu, gdzie bohaterem był karaluch (lub całe ich setki). Wystarczył jeden robal, żeby wytrącić mnie z równowagi sennej na kilka tygodni. Nie myślcie sobie, że wszędzie harcowały dziesiątkami. Nie, ale raz na tydzień zdarzał się jakiś, co łaził po ścianie lub podłodze. Za każdym razem facet, który przychodził spryskiwać mieszkanie uspokajał mnie mówiąc, że lepiej, jak są takie duże palmetto bugs (takie dwucentymetrowe, proszę Was wszystkich), niż małe German cockroaches, bo te drugie przychodzą do brudu i się rozmnażają, jak zwariowane; te pierwsze błądzą z palm szukając wody. Czytałam o nich wszystkich, ale nadal miałam gęsią skórkę i koszmary. Odżyłam dopiero latem w Polsce, gdy nie musiałam się o karaluchy martwić.
W nowym mieszkaniu w pierwszym tygodniu zobaczyłam innego gościa. Zbiegałąm po schodach i na ostatnim zatrzymałąm się tak gwałowanie, jak czasem w kreskówkach - ubranie niemal ze mnie spadło. Metr ode mnie, na chodniku wił się WĄŻ - czarny, ok. metra długości. Skierował na mnie swój łeb i uciekł w krzaki. Rozległo się głośne: Paaaawwweeełłłłłł!!!!! Gdy P. przybiegł, wąż był już w krzakach i było go widać tylko kawałek, ale to wystarczyło mojej wyobraźni - już dwa dni później obudziłam się spocona, a śniło mi się, że do nogawki spodni wślizguje mi się wąż i kąsa mnie kilkanaście razy. Sen z wężem powtórzył się jeszcze raz od tamtej pory, ale już nie był taki drastyczny. Teraz jednak patrzę pod nogi, jak chodzę.

Dziś wieczorem natomiast, robiąc zadanie i marząc, żeby się już położyć słyszę, jak P. odkręca wodę, wchodzi do wanny i nagle wychodzi: "Aniu, chodź zobacz. Coś wyłazi z wanny ....."

Zamarłam. Myślałam, że żartuje, bo to brzmi, jak z głupiego filmu. Ale nie żartował: z dziury, gdzie spływała woda wyszedł palmetto bug (albo karaluch, pies go wie, co to jest). To był drugi odkąd tu mieszkamy - nie jest źle. Ale skąd on wylazł????!!!!

M.A.S.A.K.R.A

Tak sobie tłumaczę: dobrze, że to nie był wąż :D

7 komentarzy:

  1. uhh ja widziałam karalucha raz w życiu gdzieś w Grecji, był ogromny i nieźle mnie wystraszył
    w naszym lesie niemal weszłam też raz na dużego węża/żmiję
    to wszystko nie było na pewno tak przerażające jak u Ciebie, ale trochę rozumiem Twoje odczucia
    może te 'spotkania' Cię uodpornią i przynajmniej mniejsze robaki itp nie będą robić na Tobie żadnego wrażenie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko z tym uodpornieniem. Nigdy nie byłam fanką robali i owadów. Nawet chciałam się na siłę uodpornić biorąc przedmiot w szkole skupiający się tylko na owadach. Ale co to za przyjemność :)
      Mam gdzieś zdjęcia karalucha w słoiku; jak znajdę, to tu wrzucę :)
      Nie mam nic przeciwko, jak to żyje na polu i jest daleko ode mnie, ale jak łazi po domu lub wychodzi z wanny, to przesada.

      Usuń
  2. "Aniu, chodź zobacz. Coś wyłazi z wanny ....."
    Myslalam ze to wstep do ero-historyjki. Srogo sie zawiodlam. Ty ino o robalach, a ja o golych d... Nigdy sie nie zrozumiemy...

    OdpowiedzUsuń
  3. pietruszka, żurawina i pewnie jakieś owoce, może też cykoria
    w sumie nie pamiętam, zwykle wrzucamy co popadnie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. i dziękuję bardzo za życzenia:)

    OdpowiedzUsuń
  5. bez wody, chyba tylko raz zdarzyło nam się dodać

    OdpowiedzUsuń