czwartek, 31 października 2013

o słabości do rzeczy używanych

Nie mi jest osądzać, a to co niżej, to tylko zdanie kogoś, kto ma pierdolca na punkcie kilku rzeczy i tego stara się trzymać.

Uwielbiam wszelkiego rodzaju pchle targi, stragany, sklepy z używanymi meblami i starociami. Nie wiem, jak tyle miłości mieści się we mnie i do starych rzeczy i Ikei, ale na razie nie widzę w tym problemu. Chyba, że ktoś mi powie, że nie mam gustu i mieszam style. Ale to i tak nie mój problem :)
Pamiętam, jak byłam mała i dostawałam ubrania po starszych kuzynkach. Strasznie się tego wstydziłam, ale takie były wtedy czasy. Gdy trochę dorosłam i zaczęłam mieć większe potrzeby, na które niestety nie było funduszy, moja Mamaszka zaczęła zabierać mnie do tzw. ciucholandów. Oj, jak ja się tego wstydziłam! W życiu bym się wtedy do tego nie przyznała. Ale uwielbiałam to! I tak zostało do dziś: gdy we wszystkich sklepach panuje moda na sweterki w panterkę, getry, w których wyglądam, jak kaczka-dziwaczka lub 90% dziewczyn nosi neonowe spodenki, ja idę do sklepu z używaną odzieżą i wychodzę z kilkoma naprawdę świetnymi ubraniami. I co z tego, że one nie są teraz w modzie?
Podobnie jest z meblami i innymi drobiazgami, które nie zawsze muszą być nowe, żeby je używać. Stół, krzesło, lampa - po co płacić za to 3x więcej w sklepie, skoro lekko używane można kupić za grosze? I to jakie fajne! Nie to, co jest w sklepie i modne teraz! Oryginalne! Zresztą, większość rzeczy w sklepach jest sprowadzana z Chin, a wszyscy wiedzą, jak tam traktuje się ludzi w fabrykach.
A ludzie kupują i kupują, jak zwariowani. Żeby nowe, żeby błyszczało, żeby się pochwalić. Cholerny konsumpcjonizm!! Jeśli kupię coś używanego, to mam czyste czystsze sumienie, że chińskie dziecko nie będzie musiało zrobić nowego krzesła. To jest bardzo uproszczone myślenie, ale daje mi to trochę spokoju. Oczywiście, nie popadajmy w skrajności - nie wszystko można znaleźć w takich sklepach, więc czasem dobrze, gdy te "normalne"sklepy też istnieją. Ponadto bielizna, materace i inne tego typu rzeczy powinny być nowe. To moje skromne zdanie, choć widziałam ludzi, którzy się tym zupełnie nie przejmują. P. uczulił mnie też, żeby nigdy nie kupować używanego fotela, kanapy i innych rzeczy, na których się siedzi, a które są pokryte zwykłym materiałem, w które wsiąka woda. Powód: "bo ktoś w to nieźle już musiał napierdzieć" :D

Patrząc teraz po mieszkaniu widzę 2 lampy (razem $50), które w sieci widziałam za ponad $150 za sztukę. Widzę stół, który w sklepie zaczyna się od $200, ale o nim będzie później. Nie chodzi o to, żeby nigdy nie kupować nowego, ale jeśli to, co mamy nadal działa, nadal nam służy, to po co wyrzucać i kupować nowe? Bo moda się zmieniła? Kaman ......

W O. i okolicznych miasteczkach jest cała masa sklepów z antykami, second hand, thrift stores - jak zwał, tak zwał. Zwykle można tam kupić meble i drobiazgi taniej niż w sklepie, ale gdy tylko jakaś rzecz ma napis "vintage" - cena momentalnie skacze (i nie jest ważne, czy to rzeczywiście vintage czy vintage style made in China, 2013).
Jednym z najfajniejszych sklepów ze starociami w jakim byliśmy jest Maggie's Cool Stuff. Mam gdzieś kilka zdjęć ze środka, ale nawet one nie oddadzą tego, co tam jest; WSZYSTKO!! Od stołów, przez talerze, plakietki, maszynę do popcornu, stare pianino, starodawne suknie, kołyski, winyle, narzędzia, BARDZO stare telefony, żelazka - po prostu wszystko. Cenowo - hmmm, można wypatrzeć fajną rzecz (np. cudną kołyskę dla dziecka, $50 - była jednak trochę niestabilna) po zwykłe krzesło/fotel za $600. Sklep podzielony jest na maleńkie pokoje, z których każdy ma trochę inny styl - w każdym można znaleźć perełkę.

Najtańsze używane meble mają sklepy, które mieszczą się przy kościołach. Właśnie w takim miejscu (podczas festiwalu z ostatniej notki) kupiliśmy dwa krzesła na balkon - $2 za jedno. Oczywiście wymagają trochę farby, ale identyczne, odmalowane sprzedawane są za ponad $20. Jak skończymy (tzn. w ogóle zaczniemy zajmować się tymi krzesłami) to dam znać, jak nam to wyszło.

Poniżej kilka zdjęć od nas. Na środku ława, która dotychczas jest naszym najlepszym znaleziskiem.


Poniżej, na balkonie - krzesła do odmalowania.

 Jakieś 2 tygodnie temu w sobotę mieliśmy plan, żeby jechać na pchli targ. Strasznie nie chciało mi się wstawać, a gdy P. powiedział "Mam wrażenie, że dziś wydarzy się coś fajnego", popatrzyłam, jak na dzikusa. Na targu oczywiście ożywiłam się: rośliny, warzywa, owoce, czyjeś meble, kadzidła, pierdoły, jak się patrzy. Kupiliśmy kilka "niezbędnych" rzeczy, które "Pawcio, one tak bardzo będą pasować do mieszkania!" W ostatniej alejce zobaczyliśmy stół, ławę - taką prosto z marzeń, z domku z piękną drewnianą podłogą, miękkim białym dywanem, drewnianymi belkami przy suficie, z werandą, na której stoją bujane fotele; z takiego domku, gdzie przez wielkie okna wpada letni wiatr i porywa do tańca długie, koronkowe firany. To był właśnie TEN stół. Obeszłam go, jak piesek kupkę - niepewnie. Obok stał mniejszy, do kompletu. Mówię do P., że pewnie będą chcieli za niego ponad stówę, ale dajemy góra 4 dychy. Popatrzyłam pod spód - Pier 1 Import (link do podobnych stołów).
Oszczędzając Wam czasu i opowiadając, jak to czekaliśmy pół godziny na sprzedawcę dobytku powiem Wam, że gdy ten facet wreszcie podszedł i powiedział, że chce $15 za duży stół, a $20 za oba, to nogi się pode mną ugięły. Przez następną setną sekundy udałam, że się zastanawiam; aprobata P,  czyli lekkie wzruszenie ramionami z delikatnym uśmiechem i już za chwilę byliśmy posiadaczami stołów.
Są jak marzenie. Idealne. Oczywiście musimy je ciut przetrzeć papierem ściernym tu i ówdzie, bo koleś miał chyba dzikie koty w domu, co widoczne jest po śladach pazurów na nogach stołu, ale za taką cenę? Nadal jestem w szoku.

Jestem ciekawa jakie macie zdanie na temat używanych rzeczy. Wiem, że niektórzy takimi się brzydzą. It's OK :)

Po tak długim wpisie na pewno jesteście głodni. Na "A kto umyje gary", po niemal rocznej przerwie, jest przepis. Na ciastka.  You're welcome!

4 komentarze:

  1. Slicznie wyglada Wasze mieszkanie, i tak przytulnie. A ze uzywane to nic, o ile pluskwy sie nie dostana na tych rzeczach. Ciastka brzmia yummy, na pewno wyprobuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, myślę, że żadnych robali nie ma. Przynajmniej do tej pory nic po nas nie łazi, ani nic nas nie swędzi :)
      Dzięki!

      Usuń
  2. bardzo fajna ta ława i balkonowe krzesła też, takie stare wyszperane rzeczy mogą być naprawdę wyjątkowe no i zawsze ciekawi mnie jaka jest ich historia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się! W Polsce nie miałam okazji zobaczyć, czy są sklepy z używanymi meblami i drobiazgami. Są? Pewnie gdzieś są :)

      Usuń