środa, 18 września 2013

kto ma rację?


Opowiem Wam historyjkę.

W zeszłą środę P. złożył przez internet aplikację o pracę do pewnego miejsca. Niech obejdzie się bez nazwy, żeby nikt mnie później nie ścigał :P, ale to nie ich wina, a tych, gdzie spotkanie miało się odbyć.
W ten sam dzień P. zdał test składający się z ponad 100 pytań. Zaraz po tym system zapytał kiedy P. chciałby przyjść na drugą część testu. Ustaliliśmy, że piątek 13stego o godz. 9 będzie najlepiej. Dużo było miejsc do wyboru, a wybraliśmy to najbliżej nas. Instrukcja podała, żeby być 15minut przed umówionym spotkaniem.

W piątek 13, o 8:47 zajechaliśmy pod wskazany budynek. Obserwowałam, jak P. podchodzi do drzwi, łapie za klamkę .... i nic. Zamknięte. Obszedł budynek dokoła; nie było żadnych innych drzwi. O 8:55 P. zadzwonił pod numer, który miał w insturkcji. Cisza.
Oboje zaglądnęliśmy do środka, gdzie było ciemno. Zaczęłam się zastanawiać, czy może jest jakieś święto, o którym zapomniałam. Zaczęliśmy dokładnie sprawdzać datę i godzinę spotkania, adres itd. Wszystko się zgadzało.
9:09 drugi telefon i nadal cisza. Zapukaliśmy do środka - bez odzewu.
O 9:14 P. zadzwonił po raz trzeci zostawiając wiadomość, że miał dziś drugą część testu i że czeka przed drzwiami.
Znowu czuliśmy się, jak w Truman Show (ostatnio często nam się to zdarza :). Objechaliśmy budynek dokoła 2 razy i ruszyliśmy w stronę domu około 9:25.
W poniedziałek P. wreszcie udało się skontaktować z kimś z tego biura. Pani  nie odpowiedziała na pytanie, czy byli zamknięci w piątek, tylko wymijająco poradziła, żeby jeszcze raz przez internet umówić się na spotkanie. Niestety system na to już nie pozwałał. Podała nam więc numer telefonu, pod który mieliśmy zadzwonić.
Kolejna miła pani wysłuchała historii i powiedziała, żeby ustalić jeszcze jedno spotkanie będzie najpierw musiała sprawdzić, czy to biuro rzeczywiście było zamknięte w piątek. Po 2 dniach przyszedł e-mail, że po dokładnym sprawdzeniu jednak mieli otwarte! Jak to? Obydwoje mieliśmy omamy?
Zaraz po tym pojechaliśmy do tego miejsca, które o dziwo było otwarte.

ja: We have a little problem. My husband was here on Friday to take a test but your facility was closed and....
ona: Oh, we were open at 9AM.
P: You were closed. We were in front of the door and nobody was inside.
ona: We opened right at 9AM on Friday.

Daje słowo, że powinnam była wtedy zrobić jakiś inny krok, np. magiczne "may I speak with your manager?" :), ale po krókim streszczeniu sytuacji i rozmowy telefoniczno-mejlowej z inną baborą kobita poszła na jakąś naradę na tyły biura. To wydawało mi się podejrzane. Jej rozmowę z kimkolwiek rozmawiała wyobrażam sobie tak:

- What should I tell them about Friday?
ktoś: Tell them we opened at 9AM. End of story.

Krótko i zwięźle. Pani poinformowała nas, że napisze mejla do kobiety, z którą rozmawiał P. (wyżej wspomiana babora) i powie, że tu dziś byliśmy.

ja: Yes, but this doesn't prove that we were here on Friday, and couldn't get in because you were closed.
ona: We opened at 9 on Friday. I'm sorry for the inconvenience.

I kto ma rację? Oczywiście, że to nic nie pomogło, bo pani od telefonu niedługo po naszym spotkaniu odpisała, że nie może nam pomóc i żeby P. próbował jeszcze raz, jeśli otworzy się nowe stanowisko pracy.

Nauczka na przyszłość: ustalaj spotkania na późniejszą godzinę, bo jeśli komuś przydarzy się zaspanie, sraczka lub gapienie się na kubek kawy, to za cholerę Ci drzwi nie otworzy i zwali na to, że to Ty nie stawiłeś się na spotkanie. No bo oni otwierają o 9, no co?

I taka to Ameryka. 


2 komentarze:

  1. Aniu takie rzeczy sie zdarzaja wszedzie. Jedyne co mi przychodzi do glowy ze to jakis scam i ta firma nikogo nie traktuje powaznie. W takiej sytuacji dobrze zebyscie szukali gdzie indziej.

    OdpowiedzUsuń