wtorek, 27 listopada 2012

ptaszory! :)

Muszę nauczyć się, żeby nie zapowiadać niczego na blogu, bo potem nadchodzą dni, że albo nie mam czasu w ogóle, albo po prostu mi się nie chce. Korzystając jednak z okazji, że bardziej nie chce mi się w tej chwili uczyć aniżeli pisać - dodaję nową notkę!
4 dni spędzące u Starego i Galki były wszystkim czego oczekiwałam; odstresowanie, odpoczynek, pyszne jedzonko, spacery i najważniejsze - czas spędzony z moim Bratem. Czasem nadal Mu sie odgryzę, ale nie mogę uwierzyć, że gdy mieliśmy trochę mniej lat, byliśmy niemal wrogami. Brrrrrr, precz tamte czasy :) Ale chyba każde rodzeństwo przechodzi okres wojen, hi hi.
Najpierw zapowiadane ptaszory: Sandhill Crane (Żuraw kanadyjski). Są dość duże i z tego, co widziałam przez ostatnie kilka lat, zazwyczaj chodzą parami. Tzn. nie chodzą, a wloką się okropnie, co daje mi szansę na podpatrywanie ich; są kapitalne. W wielu miejsach przy drogach stoją znaki, aby uważać na nie, bo głąby wchodzą na ulicę i majestatycznie przechodzą środkiem nie zważając na ruch samochodów. Oczywiście potrafią latać, ale najczęściej widzę je, gdy spacerują i obczajają wszystko dokoła.
Wcześniej nigdy nie zwracałam uwagi na to, jaki głos z siebie wydają, aż do pierwszej wizyty u Starego i Galii w nowym lokum (dom mieści się nad jeziorem otoczonym trawą - idealne miejsce dla tych ptaszorów). Pewnego dnia przed 5 rano obudziły mnie przeraźliwym, zgrzytliwym odgłosem - są bardzo głośne! Nie udało mi się nakręcić filmiku z ich jazgotem, ale znalazłam jeden na youtube o tutaj (pod koniec widać ich taniec - coś pięknego! Na żywo widziałam to tylko raz i stałam, jak wryta!)
Podchodzą bardzo blisko domów, tylko ja bałam się podejść bliżej, bo one maja długie dzioby:). I nie wiem, jak szybko mogłyby rzucić się za mną w pościg, he he ("a prawo do kręcenia o nas filmu masz? kre kre kre!!" :D) 



Filmik nie jest zbytnio ekscytujacy; w momentach, gdy obraz bardzo się rusza skakałam, żeby wydobyć z tych ptaszorów jakikolwiek odgłos - nie udało się.

A tu widać ptaszory, jak sie "pasą". Po kilku minutach weszły na ulicę, jak święte krowy :)

To był pierwszy raz, gdy widziałam te ptaki w większym gronie. Na początku była jedna parka, potem doszła druga, a na koniec doczepił się ostatni - z Galią zastanawiałyśmy się, jaki układ mają - trójkąty, czworokąty, czy jaki czort :)

2 komentarze: