Galia wzięła mnie do świetnej restauracji. Uwielbiam tego typu nowości, ale to miejsce mnie lekko zdziwiło.
Co mnie zdziwiło? Co prawda hostessa jest, kelnerzy też, ale klient zamówienie składa sam na iPadzie, na którym są wszystkie dania i napoje wraz ze zdjęciami. Pomyslałam, że za kilka lat stracę pracę przez głupiego Ipada, więc muszę szkołę w cholerkę skończyć wreszcie :)
Wystrój restauracji bardzo mi się podobał, ceny też przystępne, więc szkoda, że nie ma tego miejsca bliżej mnie!
A to ser brie nadziewany orzechami i żurawiną ( o jaaaaaaaaaaaaaaaaa :)
Do tego zupa z dyni piżmowej:
I oczywiście kawusia, bo dzień bez kawy, to dzień stracony! Widać tu naszego płaskiego "kelnera" :).
Rozmawiałam z Galią o tym, że fajnie byłoby otworzyć coś podobnego w Polsce, może w rodzinnym RLE. Doszłyśmy jednak do wniosku, że skoro wszyscy wiedzą, że niegdyś popularne było zabieranie z restauracji popielniczek czy kufli, to iPady musiałyby byc na łańcuchach =)
Zeby na lancuchach! U nas to by wzieli za szklo i by napisali ze funkcja zamawiania jest ino do dekoracji. Tak zeby wszystko mialo sens:P
OdpowiedzUsuńhehehehehhehee :)
OdpowiedzUsuń