wtorek, 27 listopada 2012

Carmel


Galia wzięła mnie do świetnej restauracji. Uwielbiam tego typu nowości, ale to miejsce mnie lekko zdziwiło.
Nazwa "Carmel" przypomina mi film, który widziałam kilka miesięcy temu; to tak na marginesie.
Co mnie zdziwiło? Co prawda hostessa jest, kelnerzy też, ale klient zamówienie składa sam na iPadzie, na którym są wszystkie dania i napoje wraz ze zdjęciami. Pomyslałam, że za kilka lat stracę pracę przez głupiego Ipada, więc muszę szkołę w cholerkę skończyć wreszcie :)
Wystrój restauracji bardzo mi się podobał, ceny też przystępne, więc szkoda, że nie ma tego miejsca bliżej mnie! 

A to ser brie nadziewany orzechami i żurawiną ( o jaaaaaaaaaaaaaaaaa :)


Do tego zupa z dyni piżmowej:


I oczywiście kawusia, bo dzień bez kawy, to dzień stracony! Widać tu naszego płaskiego "kelnera" :). 


Rozmawiałam z Galią o tym, że fajnie byłoby otworzyć coś podobnego w Polsce, może w rodzinnym RLE. Doszłyśmy jednak do wniosku, że skoro wszyscy wiedzą, że niegdyś popularne było zabieranie z restauracji popielniczek czy kufli, to iPady musiałyby byc na łańcuchach =)

2 komentarze:

  1. Zeby na lancuchach! U nas to by wzieli za szklo i by napisali ze funkcja zamawiania jest ino do dekoracji. Tak zeby wszystko mialo sens:P

    OdpowiedzUsuń