wtorek, 30 października 2012

movie night


Na poniedziałkowy wieczór umówiłam się z Alyssą (o której wzmianka była kilka notek niżej), na oglądanie jakiegoś horroru i dłubanie w dyni (razem zgłosiłyśmy się na konkurs w pracy). Zaczęłyśmy od pieczenia placka na urodziny jej koleżanki i robienia czegoś dla nas do jedzenia.
To znaczy .......... przepraszam, pieczenie placka to za dużo powiedziane. A. przyniosła ze sobą pudełko jakiegoś proszku - w misce wymieszałyśmy ten proszek z wodą, olejem i jajkami i na blaszcze włożyłyśmy do piekarnika na pół godziny. Potem placek został wysmarowany czekoladą, a następnie z tubki A. wycisnęła napis w kolorze niebieskim. Wszystko to było słodkie, jak cholera. Sprawdzałam składniki na opakowaniu i pierwszym z nich był CUKIER. Serio? :P
Moja Babcia wyśmiałaby mnie, gdybym powiedziała Jej, jak upiekłam placka, więc niech zostanie to między nami :)
Po kilku godzinach i horrorze, który wcale nie był straszny, dynia nadal leżała nietknięta. Po prostu nam się nie chciało :) A szefowej powiemy, że dynia halołinowa nam sie po prosu nie udała. I co by tu z tym fantem zrobić?


Na zdjęciu obok wyżej wspomniany torcik: 21 urodziny (!!!!!!!!). A tak dla ścisłości A. urodziła się w 1993 roku ............... :)

7 komentarzy:

  1. Hmm byc 10 lat mlodsza... :|

    OdpowiedzUsuń
  2. W głowie się to nie mieści! Myślałam nad tym, jaka byłam te 10 lat temu i jak to było 10 lat temu. Chyba aż tak daleko nie chciałabym sie wrócić. Ale mieć tak 24-25 lat i wiedzieć to, co teraz wiem - to byłoby super :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja bym chciala miec 21 lat i uniknac najwiekszej pomylki mojegi zycia ktora spotkalam wlasnie w tym wieku. Echh ile kasy bym oszczedzila...

    OdpowiedzUsuń
  4. suszone figi uwielbiałam w dzieciństwie, teraz mi przeszło
    ciasto wygląda świetnie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi smakowało, jak posłodzony papier :). Koleżanka się nim zachwycała.
      Jestem łasa na słodycze typowo polskie, zrobione w kuchni ze składników pierwszych, więc takich "pyszności" raczej unikam :)
      Ale bym zjadła domowej roboty ptysia!!! :)

      Usuń
  5. ale zazwyczaj piszę gdzieś między zdjęciami lub w pierwszych wpisach z wyprawy gdzie byliśmy;)
    tym razem Budapeszt

    OdpowiedzUsuń