Na poniedziałkowy wieczór umówiłam się z Alyssą (o której wzmianka była kilka notek niżej), na oglądanie jakiegoś horroru i dłubanie w dyni (razem zgłosiłyśmy się na konkurs w pracy). Zaczęłyśmy od pieczenia placka na urodziny jej koleżanki i robienia czegoś dla nas do jedzenia.
Moja Babcia wyśmiałaby mnie, gdybym powiedziała Jej, jak upiekłam placka, więc niech zostanie to między nami :)
Po kilku godzinach i horrorze, który wcale nie był straszny, dynia nadal leżała nietknięta. Po prostu nam się nie chciało :) A szefowej powiemy, że dynia halołinowa nam sie po prosu nie udała. I co by tu z tym fantem zrobić?
Na zdjęciu obok wyżej wspomniany torcik: 21 urodziny (!!!!!!!!). A tak dla ścisłości A. urodziła się w 1993 roku ............... :)
Hmm byc 10 lat mlodsza... :|
OdpowiedzUsuńW głowie się to nie mieści! Myślałam nad tym, jaka byłam te 10 lat temu i jak to było 10 lat temu. Chyba aż tak daleko nie chciałabym sie wrócić. Ale mieć tak 24-25 lat i wiedzieć to, co teraz wiem - to byłoby super :)
OdpowiedzUsuńA ja bym chciala miec 21 lat i uniknac najwiekszej pomylki mojegi zycia ktora spotkalam wlasnie w tym wieku. Echh ile kasy bym oszczedzila...
OdpowiedzUsuńChyba wiem, o co chodzi :/
Usuńsuszone figi uwielbiałam w dzieciństwie, teraz mi przeszło
OdpowiedzUsuńciasto wygląda świetnie;)
Mi smakowało, jak posłodzony papier :). Koleżanka się nim zachwycała.
UsuńJestem łasa na słodycze typowo polskie, zrobione w kuchni ze składników pierwszych, więc takich "pyszności" raczej unikam :)
Ale bym zjadła domowej roboty ptysia!!! :)
ale zazwyczaj piszę gdzieś między zdjęciami lub w pierwszych wpisach z wyprawy gdzie byliśmy;)
OdpowiedzUsuńtym razem Budapeszt