poniedziałek, 10 sierpnia 2015

see ya later, alligator!


Oprócz komarów, olbrzymich pytonów oraz upalnego i wilgotnego lata, na Florydzie są też oczywiście też aligatory. Jest ich masa; ponad milion. Co jakiś czas w wiadomościach podają, że aligator zaatakował/niemal zjadł psa/kota lub, ostatnio, siedział u kogoś w łazience (!!!).

W Wekiva Springs State Park byliśmy masę razy. To magiczne miejsce. Za każdym razem można zobaczyć świetne zwierzaki; ptaki, żółwie i oczywiście aligatory. Jest wydzielone miejsce, gdzie można pływać. Woda jest dość chłodna, ale w upalne dni to prawdziwa przyjemność móc ochlapać się choć trochę.
Część, gdzie można pływać kajakami (i gdzie są aligatory), oddzielona jest od tej tylko do pływania siatką i mostkiem, za którym widnieje napis, że pływanie w drugiej części jest na własne ryzyko. Tylko, że ludzie czasem nie słuchają.
 
Gdy pierwszy raz pojechaliśmy tam sami, widzieliśmy dwa aligatory odpoczywające na brzegu. Odwiedzając park później, ze znajomymi, a potem z moim Tatą, mieliśmy już mniej szczęścia, ale zawsze jeden mały się znalazł.
Mniej więcej w połowie szlaku, gdzie zawsze płyniemy, jest mała przystań. Wysiadaliśmy tam kilka razy na odpoczynek. Jest bar, można wynająć miejsce na małe imprezy, wypożyczyć kajaki, ale tam TEŻ są aligatory. Kilka dni temu jedna kobieta pomyślała, że to super pomysł, aby tam właśnie popływać.
Na początku myślałam, że zwierz zaatakował ją w kajaku (bo do głowy by mi nie przyszło, żeby tam pływać), ale ........ no kurde, no.
Ręki nie ma i aligatora też, bo musieli go ukatrupić.

1 komentarz:

  1. no słodziutko tam macie;)
    w Polsce w tym roku komarów brak! i mogłoby tak zostać na zawsze

    OdpowiedzUsuń