sobota, 14 czerwca 2014

Świętujemy!


Floryda jest płaska, jak jajo sadzone. Jadąc autostradą nie widać żadnej górki czy wzgórza. Dlatego jak tylko jestem w Polsce, to cieszę oczy nawet najmniejszymi wzniesieniami. Może to się wydać śmieszne, ale można tęsknić nawet za tak prostą rzeczą, jak różnorodność terenu!
Małe ostrzeżenie: niżej jest ok. 70 zdjęć. 
Widok krów zawsze cieszy

Nie wiedziałam gdzie są najwyższe wzniesienia w tym stanie i ile mają metrów, ale tak się złożyło, że podczas małej wyprawy do Lake Wales znaleźliśmy się na jednym z najwyższych punktów (ok. 310m :). W ciągu półtorej godziny dojechaliśmy do przepięknego miejsca, gdzie jest niezliczona ilość kolorowych kwiatów, pięknych roślin i przeróżnych zwierząt - Bok Tower Gardens.
Ryba w lewym górnym rogu jadła tak głośno, jakby była conajmniej kilkumiesięcznym prosiaczkiem.
Górkaaaaaaaa!!!!!!!!!
 Drzewa, trawa, drzewa, trawa, ale te widoki tak cieszą! I w życiu nie zrobiłam tylu zdjęć ławkom, ale każdy kąt, w którym były wydawał sie tak przytulny, że chciałam zatrzymać to na dłużej.
Kanał otaczający wieżę, który dalej przechodzi w tzw. Reflection Pond, w którym można zobaczyc odbicie całej wieży.
Ryby były olbrzymie i niemal rzucały się na jedzenie.Kiepskie zdjęcie - ciężko zrobić zdjęcie wiecznie ruszającym się rybom, gdy słońce odbija się od każdego cm wody :)
 Sama wieża sprawia wrażenie, jakby była tam przypadkowo. Bardzo pasuje do ogrodu botanicznego, ale jest tak inna od zabudowy Florydy, że niemal nierealna. Bok Tower ma ponad 60 metrów wysokości i jest też znana pod nazwą Singing Tower. W środku znajduje się 60 dzwonów. Codziennie o 13 i 15 przez pół godziny słychać koncerty z wieży. Powiedziano nam jednak, że są one puszczane z płyty. Miło było słuchać dzwonów przechadzając się między drzewami, ale zdecydowanie wolę leżajskie koncerty organowe.
 Wieża zrobiona jest m.in. z różowego marmuru. Na codzień jest zamknięta; można zwiedzić parter raz w roku w specjalnie wyznaczony dzień, jeśli ma się kartę członkostwa.
W środku mieści sie także biblioteka złożona z ponad 1500 książek o historii wieży, ogrodów, a także dzwonów wieżowych. 

Reflection Pond
Zdjęcie przy głównym objekcie musi być z dziwnej perspektywy :)

W ogrodach oprócz cudnych roślin jest też dużo zwierząt. Już na początku trafiliśmy na pancernika, którego z tak bliska widziałam po raz pierwszy.
Widok żółwika zupełnie zbił mnie z tropu. Co prawda jest tu ich dużo i często można je zobaczyć, jak starają się przejść na druga stronę jezdni, ale ten był taki malutki! Miał ok. 5 cm, a poruszał się, jak mała torpeda.
Calm down. It's not real :)
Świetnym miejscem, jakie zrobiło na mnie wrażenie był tzw. window by the pond. Był to mały, drewniany domek, w którym mieściło się kilka ławek. Od wody oddzielała "widzów" wielka szyba, za którą można było zobaczyć kaczki, podobno czasem nawet aligatory, przeróżne ptaki, których nazw nie znam i oczywiście wiewiórki.

W ogrodzie znajduje się też jakaś nieziemska posesja, ale była już zamknięta, gdy przyjechaliśmy, więc dużo czasu spędziłam na pstrykaniu czegokolwiek się dało.
Patrzcie na rozmiary tej rośliny. Gigant!
Posiłek w takim miejscu to przyjemność do potęgi!
Kawałek chatki "window by the pond"

Motylem jestem :) Magnolia.
Świetny pomysł na sukulenty - zrobić z nich "ściankę"
Zegar działa - sprawdziliśmy.

Taki lub podobny widok marzy mi się w miejscu, które będziemy mogli nazwać naszymi czterema kątami.
Ania, daj mi zjeść :)
Sklepik też był już zamknięty, ale to dobrze dla kieszeni, bo przez siatkę widziałam tam za dużo ładnych rzeczy :)
- Paweł, patrz do aparatu.     - Nie :D




Drzewa z limonkami, których było tam tysiące okazały się być ....
... pomarańczami.
Przydrożne stoisko w drodze powrotnej.
Do you fancy some alligator?

Chyba będzie padać :)

Na deser mój wypiek!! :))
Cytat ks. Jana Twardowskiego

4 komentarze: