Myślałam, że głosowanie zajmie mi góra godzinę; zostawiłam nawet włączone radio w mieszkaniu i światło, żeby było mi raźniej wrócić.
Po 3 godzinach (!!!) czekania w kolejce dotreptałam za innymi do małego budynku, gdzie odbywało sie oddawanie głosów. W tamtej chwili nie wiedziałam, czy głośniej szczękam zębami (wieczorami zrobiło się zimno ostatnio), czy głośniej burczy mi w brzuchu.
Ale jest - głos oddany! Czy dobrze? - się okaże.
Aniu nie mialabym cierpliwosci! Pewnie bym doszla do wniosku ze to ino jeden glos, wiec olac to;P
OdpowiedzUsuńmiło mi to czytać:)
OdpowiedzUsuńa co do głosowania, sama jestem zdziwiona, że ostatnio zastanawia mnie kto zwycięży;p
oż.. nie ma to jak się obudzić, wejść na onet i skapnąć się kto wygrał - mój genialny refleks
OdpowiedzUsuńHihihi :) tu też się wszyscy zastanawiali nad tym, bo szli łeb w łeb.
UsuńHihihii :) Wiecie co, bo ten jeden głos to chyba naprawdę ma małe znaczenie. Czytałam wczoraj o głosach elektoralnych i że to ma największy wpływ na wygraną. Mało z tego niestety rozumiem i muszę zapytać kogoś obytego w tym temacie.
OdpowiedzUsuńGdy stałam w kolejce, słyszałam rozmowy innych którzy mówili, że długo zajmie podliczanie głosów, bo mozna było wysłać swój głos pocztą; są też głosujący w innych krajach itp. Po powrocie od razu włączyłam NPR i tam po pół godzinie mówili, że Obama wygrał.