W niedzielę odwiedziłam Starego i Galusię. To, że było genialnie, to chyba mało powiedziane. Pogoda oczywiście dopisywała. Po raz pierwszy w tym roku podczas zwykłego spaceru nie spociłam się, jak mysz. Uwielbam jesień!!
A teraz, uwaga, będzie dużo zdjęć (i filmików - niektóre są wyciszone): jezioro w Bradenton niedaleko nowego lokum Zygmusiów i piękny park.
Potem mieliśmy iść na ryby, ale Stary wpadł na świetny pomysł: jet ski. Nigdy sama tym nie kierowałam, więc miałam niezłego pietra. W ogóle u mnie z pływaniem jest niestety kiepsko; w dodatku czuję paniczny lęk, gdy nie widzę dna wody; nigdy nie wiadomo, co tam się kryje. I gdy byliśmy na samym środku, a pode mną była ciemna, ciemna masa, dostałam przez chwilę gęsiej skórki. Brrrrrrrrrr.
Jet ski ma też wsteczny, ale nigdy na czas nie mogłam go włączyć i to Stary cały czas dbał o to, żebyśmy się nie stuknęli. Prawie za każdym razem się to udało :P
W powyższym cichym filmiku, żeby wprowadzić wszystkich w atmosferę tamtej chwili proszę sobie wyobrazić szum wiatru i pod koniec mój pisk: weeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee :)
Było fantastycznie, ale najedliśmy się strachu prując po powierzchni wody ok. 90km/h, gdy okazało się, że tej wody pod nami jest tylko po kostki. To było niesamowite uczucie poruszać sie tak szybko: wiatr we włosach, a przede mna gładka tafla wody. Oczy wyobraźni co raz podsuwały mi obrazy wyłaniającego się rekina, krokodyla, czy innego pokemona, który tylko na mnie czyha :)
Nastawiałam się na spotkanie z manatami, ale w pewnej chwili serce stanęło mi w gardle, gdy zobaczyłam delfina skaczącego kilka metrów od mojego Brata. Nie udało mi się ich dobrze uchwycić na żadnym filmiku: czasem widać ogon, czasem sam plusk, ale były :)
Mam talent do głębokich komentarzy :P
Kilka godzin zajęło mi, żeby dodać na bloga powyższe filmiki. Musiałam wyciszyć głos (ze względu na okropny szum przez wiatr i niekiedy kretyńskie komentarze:), ale żeby to zrobić musiałam .... zrobic jeszcze masę innych rzeczy. Ufffff. Ale udało się :) Dalej jednak rozmieszczenie wygląda tak, jakby 10-ciolatek się tym bawił. Grrrr :)
Zazdroszcze! Swietna jesien, nie to co tu, zgniele liscie ktorych sie nie da odroznic od miekkiego g*wna wielkosci bochenka chleba. Wiem bo sama w takie wlazlam tydzien temu. Bleugh!
OdpowiedzUsuńSzkoda ze wyciszylas kretynskie komentarze!
Hehehehehehehe, świetny opis!! :))))
OdpowiedzUsuńach! racz nas jak najczęściej pokaźnymi porcjami zdjęć stamtąd:) i filmikami oczywiście też
OdpowiedzUsuń