Jestem strasznym typem blogera, bo w ogóle mnie tu nie ma, ale że niedawno minęło 11 lat mojego pisania, a dziś mija 11 lat od mojego wyjazdu, czas napisać. Tydzień temu przeżylismy przeprowadzkę. To pierwsza z trzech, które nas czekają do końca stycznia. Samo szukanie mieszkania na tak krótki okres - mniej niż 5 miesięcy - było wielkim wyczynem. Okazało się, że do zwykłego czynszu należy doliczyć ok. 30% więcej, jeśli wynajmuje się na tak krótko. To taka obrona, żeby hotele nie padły (hłe, hłe). Musieliśmy więc znaleźć kogoś, kto chciałby się wcześniej wyprowadzić lub właściciela mieszkania, któremu nie zależałoby na ile wynajmuje. Uff, ale przygoda!
Miesiąc przed wyprowadzką:
Pierwszego mieszkania nawet nie widzieliśmy, ale ze wstepnej rozmowy wyszło na to, że zaraz po remoncie będziemy mogli je zobaczyć, podpisać papiery i się wprowadzić. Nic takiego się nie wydarzyło. Tydzień później dowiedzieliśmy się, że mieszkanie zostało przejęte przez bank. Obeszło się bez paniki, bo "mamy przecież tyle czasu".
2.5 tygodnia przed wyprowadzką:
Mieszkanie numer 2 było w pieknej, nowej okolicy. Co prawda mieściło się na drugim piętrze i P. nie mógł się "doczekać" noszenia mebli po schodach, ale ogólnie dostaliśmy świetną ofertę, której nie chcieliśmy odpuścić. Mieliśmy przejąć mieszkanie po kolesiu, który chciał się wcześniej wyprowadzić (kupił dom), a jego kontrakt kończył sie dopiero w grudniu (dla nas idelanie!).Po tym, jak zapłacilismy stówkę i zostaliśmy zaakceptowani, wybraliśmy się do biura, aby zobaczyć mieszkanie modelowe. I właśnie wtedy, podczas jazdy, dostaliśmy smsa z wiadomością, że wyżej wspomniany koleś jednak nie będzie mógł się wyprowadzić, bo bank wycofał się z dania mu pożyczki. Stówki nikt nam nie oddał. Straconego czasu również.
Półtora tygodnia przed wyprowadzką:
Kolejne mieszkanie pokazywały nam dwie starsze, przemiłe panie. Okazało się, że właścicielem mieszkania jest facet, który chce sprzedać to lokum jednej z pań. Po zobaczeniu mieszkania zeszlismy na dół, aby podpisać papiery. Na dole na jednym z balkonów zobaczyłam tabliczkę "na wynajem" z numerem telefonu, z ceną niższą niż ta, którą my mieliśmy płacić. Szybko wstukałam numer do telefonu czując się trochę winna, że tu jesteśmy zdecydowani, a ja jeszcze węszę. Panie pomachały nam na pożegnanie, a my odetchnęliśmy z ulgą. 3 dni później dostaliśmy telefon od jednej z nich, że niestety właściciel sie wycofał (to tak mozna?!!).
Tydzień przed wyprowadzką:
Było gorąco. Oprócz wymienionych tu mieszkań, pytałam i dzwoniłam do masy innych. Nic. Jeden z lepszych telefonów, który wykonałam był taki:
ja: Hi, I'm calling about the apartment for rent. Is it still available?
ktoś: Yes, it is but actually, can you give me a call back in about 2 weeks? It hasn't been completely built yet and I should know more next week.
Hehehe, serio? :) Tydzien później, gdy dzwoniłam ten sam koleś powiedział, że musi ściagnąć ogłoszenie ze strony, bo jednak nie skończą budować na czas :D
Wracając do historii. W ten sam dzień po ostatniej odmowie przypomniałam sobie o numerze z balkonu. Zadzwoniłam myśląc sobie, że jak to nie wypali, to nawet nie będziemy mogli dać 2 tygodni wymówienia w pracy, bo trzeba będzie sie spakować i wyruszyć do mojego Brata.
Ostatnie mieszkanie wypaliło. Nie obyło się bez nerwów, bo właściciele nie odbierali telefonu, często nie odpowiadali na smsy, a klucze dostaliśmy dopiero 3 dni przed oddaniem starego mieszkania, ale w końcu udało się. Większość gratów jest w pudłach, bo stwierdziliśmy, że nie będziemy wszystkiego wyciągać skoro za 4 miesiące znów trzeba będzie wszystko pakować. Wyciągnęliśmy tylko to, co niezbędne, czyli młynek do kawy i majciochy - tak w skrócie :)
Taka to historia z przeprowadzką. Żeby tego było mało, w ten sam weekend, w który się wyprowadzaliśmy, wydarzyło się to (uwaga, it's all about me! :))
UCF - U can Finish :D
Emocje był niesamowite. Moi Rodzice, mimo, że tak daleko, wszystko oglądali na żywo na specjalnej stronie. Pod tym czarnym namiotem, który miałam na sobie mogła zmieścić się jeszcze jedna osoba, więc nie było problemu, aby mieć ze sobą telefon, na którym dawałam znać, kiedy będą moje 3 sekundy na scenie. Będąc juz na środku machałam, jak szalona celebrytka :)
Ponad 3 tysiące studentów odbierało w ten dzień dyplomy (ranna i popołudniowa tura), a wszystko musiało się skończyć w 2.5h. Amerykańska organizacja takich imprez jest na piątkę z plusem, to trzeba im przyznać.
Ponad 3 tysiące studentów odbierało w ten dzień dyplomy (ranna i popołudniowa tura), a wszystko musiało się skończyć w 2.5h. Amerykańska organizacja takich imprez jest na piątkę z plusem, to trzeba im przyznać.
gratulacje!!:) jaki kierunek?
OdpowiedzUsuńdobrze, że z przeprowadzką się udało, mimo przygód;)
Dziękuję! Biologia.
Usuńsuper, interesujący kierunek:)
OdpowiedzUsuńczym się akurat da;) pociągi, autobusy, czasem samochód
Teraz tylko muszę znaleźć pracę, w której nie muszę nosić talerzy, a probówki:)
UsuńAniu gratulacje. Jestem z Ciebie strasznie dumna no i nakrycie glowy wspaniale :)
OdpowiedzUsuńDziękuję, Ania!! Nadejszla wiekopomna chwila :))))
Usuń