piątek, 21 czerwca 2013
wakacje od wakacji
Ciężko jest się pozbierać po ślubie - pewnie to śmiesznie brzmi z ust kogoś, kto nie lubi być w aż takim centrum uwagi i strzela tzw. buraka na niemal każdym kroku. Ale ten dzień był zupełnie inny; bardzo wyjątkowy. Wszystko działo się tak, jakbym stała obok i patrzyła na siebie: kurdę, sukienka się ciągnie za mną, a miała być tylko prawie do ziemi; F. wiąże tasiemki i wstążki, a przez okno widzę, jak zajeżdza P. z Rodzicami; fotograf się śmieje, gdy puszczam mały komentarz, że dla mnie spóźnianie się jest równoznaczne z byciem za wcześnie - zwłaszcza w takiej chwili! :)
Ponadto, przed tym wielkim dniem było wciąż coś do załatwienia, uzgodnienia, dogadania; a to menu, a to sukienka, a to kończenie butów i milion innych spraw. A teraz nie musimy nic. I mimo tego, że stres wielki odszedł, to chce mi się ryczeć łzami próżności, że tej pięknej kiecki już nigdy nie założę! Tzn. założę =), ale już nie w otoczce takich emocji, ślubnej atmosfery itp. Nawet nie myślałam, że jestem taka głupiutka.
Tak to zbieranie się po weselichu długo trwało, że nie pomyśleliśmy nawet o żadnym wyjeździe tudzież zwanym podróżą poślubną. Już sobie nawet myślałam w chwilach zwątpienia (gdy nie mogłam znaleźć nic sensownego tzn. dobrej ceny za łóżko bez myszy w jakimś fajnym miasteczku, gdzie można się szlajać i upajać widokiem starych kamieniczek), że na FL też możemy zrobić sobie dwa tygodnie laby i też to można pod takową podróż podpiąć. Mamy jednak jeszcze niecały miesiąc do powrotu, więc na kilka dni znikamy.
⌛
15:40
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
kobieca natura;)
OdpowiedzUsuńmiłego wypoczynku!
Czyli trzymanie sukni ślubnej tudzież sprzątanie w niej lub robienie zakupów jest na porządku dziennym :). Uffffff :)
OdpowiedzUsuńDziękuję i również udanej laby.