W liceum byłam honorowym dawcą krwi. Każde oddanie wiązało się z niezłym kamuflażem; moja Mama zawsze uważała mnie za chucherko, które porwałby wiatr przy małym podmuchu (w dodatku Mamaszka pracowała w laboratorium, które mieściło się, i nadal mieści, zaraz za drzwiami, gdzie upuszcza się krew) Fakt, że nie jadłam mięsa przekonywał Mamę jeszcze bardziej, że nie nadaję się do oddawania krwi. Wyniki jednak zawsze były dobre, a radość z oddawania - NIEOPISANA. No i te czekolady!!
Moją akcję kontynuowałam w Przemyślu, gdzie byłam przez rok po szkole średniej. Namówiłam też kilka koleżanek i pewnego dnia pojechałyśmy autobusem do szpitala. Nie mogłam sie doczekać tego uczucia, gdy pani wbje igłę w moją żyłę i wreszcie TO się zacznie. Zawsze mnie lekko mdliło na ten widok, ale ta ekstaza, która nadchodzi później wynagradza wszelkie mdłości i strach. Tamtego dnia pielęgniarka zbadała i zważyła każdą z nas, ale okazało się, że jedna dziewczyna nie może oddać krwi, bo ma za niskie wyniki. Bardzo nad tym ubolewała i potem powiedziała mi, że zazdrościła tego uczucia i uśmiechu, które widziała, gdy ja oddawałam krew. Było mi jej trochę szkoda po tych słowach.
Tutaj nigdy nie próbowałam oddawać krwi z kilku wzgledów; strach przed chorobami (miałam wrażenie, że na każdym kroku coś się czai) i moja waga były tymi głównymi.
Profesor od anatomii i fizjologii daje dodatkowe punkty za oddawanie krwi. Pomyślałam więc, że może nadszedł czas, żeby znów być dawcą (i nie tylko za punkty). Poszłam w szkole do specjalnego pokoiku, gdzie miła pani wzięła moje dane, powiedziała, żeby wypełnić chyba ze 30 pytań "tak/nie" i na koniec wzięła mnie do innego pokoju, gdzie przeglądnęła moje odpowiedzi.
I co się okazało? Nie mogę oddawać, bo spędziłam w Europie (lista miała ponad 20 krajów) więcej niż 5 lat, bla bla bla, w tych i w tych latach, bla bla bla, "I'm so sorry", bla bla bla, "mad cow disease", bla bla bla.
Really, people?!
Uczucie, które zalało mnie później było mieszanką złości na "system", smutku, że nie mogę pomóc i zawiedzenia. Myślę, że było to bardzo podobne do tego, co czuła moja koleżanka "kilka" lat wstecz.
Potem obie trochę chlipałyśmy.
Aniu ale zbieg okolicznosci! Wlasnie ja bylam oddac po raz pierwszy w UK w poniedzialek, jeszcze mnie zyla boli bo pani sie nie za bardzo znala jak dobrze nakuwac i druga pani byla potrzebna (w koncu mi tak ta lufa popilowaly ze dziwne ze zyly mi nie przekroily na pol).
OdpowiedzUsuńTutaj tez wymagania wieksze niz w PL, ale znosniejsze niz w US. Ale chcieli wiedziec gdzie podrozowalam i kiedy. Podobno po kilku kontynentach nie mozna oddac dosc dlugo.
A w Przemyslu ja tez bylam z raz czy dwa. Tez zawsze lubilam oddawac ale przez kilka ostatnich lat sie balam bo kiedys raz zemdlalam po kilku godzinach bo chyba mozg mialam niedotleniony (jesli mam takie cos jak mozg;P)
A jaka masz grupe? Ja A+.
Rany, rozpisalam sie jak w mailu.
Pozdrawiam!
Brrrr te panie, które nie potrafią się wkuwać bardzo odstraszają; a jak pomyślę o wierceniu igłą w żyle to w ogóle mi sie słabo w piętach robi.
OdpowiedzUsuńNo nic, muszę to jakoś przełkąć i poczekać, jak będę w Ojczyźnie. Nic tu po mojej krwi :).
A też mam A+
Ejjjjjj, podoba Ci się filmik niżej? Ty przeciez kocia, co nie??
Ej filmik super, puszczalam dwa razy a sie rozkleilam trzy:D
OdpowiedzUsuń